Biała Piska – Hel. Dorsze z zimnego Bałtyku
Morski chrzest Koła „Białka”
Miejsce akcji – Bałtyk okolice Helu. Termin – 31 października. Cel - połów dorszy. W wędkarskiej wyprawie Koła „Białka” z Białej Piskiej udział wzięło 11 uczestników. Dorsze jak, to, dorsze jednym brały lepiej innym gorzej. Jednak oprócz wędkarskiego sukcesu ważna była też przygoda i sprawdzenie się na morzu.
Wyprawa na morze wędkarzom Koła „Białka” z Białej Piskiej po głowie chodziła już od pewnego czasu. Jedni na dorsze już jeździli indywidualnie inni nie znali jeszcze smaku morskiej przygody, teraz na morze wyruszyli razem. Z Białej Piskiej wystartowali o godzinie 16 – tej na Helu stanęli po 23.
- Noc spędziliśmy na kutrze w kojach. Jedni, co było słychać spali jak zabici inni z kolei niemal nie zmrużyli oka. Nocleg pod pokładem był trochę męczący, ale stanowił też element wspólnej przygody. Pobudka po piątej około godziny szóstej Kapitan Morgan unosił nas w morze – opowiada Bogumił Węglarz, prezes Koła „Białka”. - Początkowe próby na łowisku do 30 metrów nie dały oczekiwanych rezultatów, dorsze były małe i brały rzadko. Po zmianie łowiska na głębsze ok. 60 metrów zaczęliśmy łowić więcej i trochę większe sztuki.
Wyprawę potraktowano nieoficjalnie jako morskie mistrzostwa koła. Podwójnym zwycięzcą rywalizacji okazał się sam prezes Bogumił Węglarz, który złowił największego dorsza 1.64 kg i wypadł najlepiej w końcowej klasyfikacji wagowej. Półtora kilogramowe ryby złowili też Antoni Zabielski i Andrzej Malinowski. W sumie wszyscy uczestnicy wyprawy złowili ponad 50 dorszy. Wojciech Ekstowicz, Jerzy Bałdyga, Krzysztof Ficner i Bogumił Węglarz złowili po komplecie ryb. Pozostali od 1 – 6 sztuk. Pechowo walkę z raczej większym dorszem zakończył Robert Barma. Doświadczonemu wędkarzowi, który z głębiny holował jedną sztukę, na zestaw „siadł” prawdopodobnie drugi dorsz. Za mocno dokręcony hamulec sprawił, że solidne wędzisko pękło jak zapałka i było po sprawie. Kuter do portu dobił po godzinie 15, krótki odpoczynek, przepakowanie i powrót. Wędkarze do domu wracali zmęczeni, lecz szczęśliwi i chociaż dorsze, co trzeba przyznać tego dnia nie były zbyt łapczywe, nie brały też duże sztuki, to większość uczestników wyprawy planowała już kolejną przygodę i powrót w spienione morskie fale.

Łowcy największych sztuk od lewej: Antoni Zabielski, Bogumił Węglarz i Andrzej Malinowski

Wybór przynęty nie był łatwym zadaniem

Uczestnicy morskiej wyprawy Koła „Białka” z Białej Piskiej wśród nich gościnnie dwóch piszan

Chwila przerwy na kutrze
Fot. Archiwum Koła „Białka”
| następna » |
|---|


