Zgodnie z obietnicą wracamy do wspomnień Heinricha Stoewahse, którego dziadek na początku ubiegłego stulecia dzierżawił większość jezior w okolicach Pisza. Przed tygodniem, odkryliśmy historię mazurskich pereł, które „rodziły” się z łusek uklei. Dziś będzie o węgorzach, leszczach i plbrzymich sumach.